Pod koniec 2009 roku głośno było w mediach o wrocławskich licealistach protestujących przeciwko obecności krzyża w szkole, której byli uczniami. Sprawą były poruszone różne środowiska, pisano o tym na różnych portalach internetowych.
Artykuł o tej sprawie znajdziesz tutaj.
Zauważyłem, że uczniowie ci argumentowali swój sprzeciw typowymi, będącymi w obiegu sloganami: "koniecznością tolerancji wobec uczniów niekatolików", "obrażaniem ich uczuć poprzez obecność krzyża", "wolności wyboru wyznania", "demokracją i świeckością państwa", "tolerancją wobec innych religii" itp, itd. Nie podawali jednak konkretnych, własnych argumentów. Krzyż "przeszkadzał" uczniom, bo taka była "moda", bo "innym też przeszkadzał".
Moim zdaniem hasła o wolności, tolerancji i demokracji
same w sobie są piękne, słuszne i właściwe. Jednak ile mogą przynieść
zamieszania i niepokoju, a nawet wrogości, gdy są błędnie rozumiane. Do
jakich wypaczeń mogą doprowadzić, gdy nadaje im się zabarwień
egoistycznych? Demokracją i wolnością można "zalegalizować" nawet takie
zjawiska, które są wielokrotnie ich zaprzeczeniem.
Nie po raz pierwszy krzyż jest znakiem, który zamiast łączyć, dzieli.
Nic nowego. Wisi sobie na ścianie w klasie. Nikogo nie zaczepia, z
nikim się nie kłóci, nikomu nie przeszkadza w nauce, a jednak "obraża", a
jednak "to nie jego miejsce".
Gdyby zamiast krzyża powiesili plakaty z "gołymi babami" albo jakieś znaki czy symbole niechrześcijańskie, na pewno nikomu
by to nie przeszkadzało, nie znalazł by się taki co by zaprotestował. Dla mnie to jest paranoja. Niedługo
dojdzie do tego, że nieletni będą krzyczeć o legalizację narkotyków,
związków partnerskich, swobodę w dostępie do pornografii na zajęciach
lekcyjnych, itp. Będą to tłumaczyć "prawami demokratycznymi", "tolerancją" i
"wolnością osobistą". Wszelakie zakazy będą odbierane jako "ograniczenie
wolności". Już teraz znaczna część uczniów wypowiada się pozytywnie o
aborcji i eutanazji.
Młodzi ludzie, w wieku dojrzewającym, praktycznie niewiele wiedzący o otaczającym ich świecie, wypowiadają się głośno na tematy "polityczno-religijne". Skąd człowieku jeden z drugim macie pojęcie o tym czym naprawdę jest religia, a szczególnie chrześcijańska? Prawdopodobnie w twoim domu nie mówi się o wartościach religijnych, na Mszy Świętej uczestniczysz sporadycznie albo w ogóle, na lekcje religii w szkole chodzisz tylko po to, by poprzekomarzać się z katechetą. Co taki człowiek jak ty, może wiedzieć o Bogu, religii, tolerancji i wolności?
Zanim zaczniesz protestować dowiedz się więcej o znaczeniu krzyża. O tym ile Kościół, który dzierży ten znak, dobrego wniósł dla ludzkości. Dowiedz się, że krzyż oprócz cierpienia, które tobie przeszkadza, przynosi także miłość. Chcesz zmienić świat, którego dobrze nie znasz, a który wydaje ci się złym i nieszczęśliwym. Nie dziwię się, to jest młodość. Oczywiście, że świat można zmienić, ulepszyć. Ale nie tędy droga.
Naprawę świata zaczyna się od siebie samego, a nie od walki z krzyżem. Bez krzyża nie naprawisz świata, bez krzyża nie uczynisz go szczęśliwym, bez krzyża nie ma wolności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz